Przejdź do głównej zawartości

Mamusiowe święto

Z okazji Dnia Matki pojawia się tyle tekstów okolicznościowych na blogach, że odpuszczam temat :) Zresztą śledzę już teraz bardzo niewiele stron... Czyszczę nieco głowę, trochę mi jednak szkoda, bo znam kilka kapitalnych blogów, a wiem, że jest dużo więcej, jeszcze przeze mnie nieodkrytych. 
I omija mnie. To, czym się inne mamy dzielą.  Takie blogowo-macierzyńskie FOMO... 

ALE na długo przed naszym symbolicznym świętem, trafiłam na kilka wpisów, które mnie poruszyły, bo... takie jest właśnie moje życie. Jak milionów innych mam. Z podobnych elementów się składa, o podobnych rzeczach na co dzień zapominam i cieszę się, że ktoś mi życzliwie przypomni. I to tak, że tylko pozazdrościć lekkości pióra :-) Warto przeczytać, co o perfekcyjnie nieidealnej mamie napisała Dagmara, jakimi przemyśleniami o odwadze do bólu zwyczajnego życia i gotowania mało fotogenicznego rosołu podzieliła się Maja, wreszcie tekst Marty - naprawdę tak dobry, że cały bym chętnie zacytowała :-) Zresztą jej blog to moje ostatnie odkrycie. Autorka jest dziennikarką, wydała też powieść - kupiłam oczywiście, bo lubię kupować książki moich ulubionych blogerek :) Zresztą nie trzeba fikcyjnych historii - przeczytajcie o ekspresowym porodzie Marty, który jak gdyby nic przyjęła całkowicie sama ze starszymi dziećmi w drugim pokoju i panami hydraulikami kującymi ściany w łazience. Cymesik :-) Życie pisze najciekawsze historie!

U nas zwyczajność :-) Wczoraj występ przedszkola dla rodziców. Nie moje klimaty, wszelkie akademie ku czci mierziły mnie zawsze i jak się okazuje po drugiej stronie nie są wcale bardziej pociągające ani wzruszające. Tylko dzieci było mi żal prażących się w słońcu w krakowskich strojach, kiedy występowały po kolei wszystkie grupy. Nagrałam anusiowe pląsy dla Ł., ale zanim zdążyliśmy obejrzeć, Brożek raczył skasować oba filmiki, wyrywając mi telefon. Akurat to i tylko to zniknęło nie wiem jakim sposobem... Ale ten mały szkrab celuje w sianiu zniszczeń małego i dużego kalibru.

Tak, dzieci są bardzo kochane, wiadomo, że życie bym za nie oddała, ale bywają jednocześnie tak nieznośne, że mam ochotę od nich odpocząć. Zaczynam kolejne dni jak nie przymierzając Mary Poppins, a kończę niestety w stylu matki furiatki. A zdarza się już o poranku przejść do tego ostatniego wcielenia.



Życie. Blaski i cienie. Blogowe archiwum przypomina mi, że rok temu przespałam wreszcie całą noc. Że jadłam malinowe makaroniki, za którymi dziś zaglądałam do cukierni, ale mieli tylko torciki :-) I że niezmiennie mam te same egzystencjalne dylematy w temacie macierzyństwa :-)

We wtorek czytałam Ani na dobranoc zbiór opowiadań ks. Twardowskiego dla dzieci. Jedno było o tym, że miłość nie tylko daje, ale też przyjmuje na klatę różne trudne sprawy. Z nas dwóch to ja bardziej wiedziałam, o co chodzi... Ona przekartkowała szybko i wybrała inny tekst (w którym ja z kolei nie potrafiłam zrozumieć puenty), jak w krnąbrnej Agatce zakochało się pięciu młodzieńców. Dla ojca dziewczyny było to za wiele i postanowił odsiać nieco kandydatów. Kazał im ustawić się na mostku i zakrzyknął: 

-Kto ma ochotę na ślub,
niech pokaże, co umie
-i do wody chlup!

(Mam nadzieję, że w przyszłości nie będziemy musieli uciekać się do równie drastycznych metod odsiewu potencjalnych zięciów... ) 

ilustracja z książki Ks. Twardowski dzieciom. Opowiadania, Nasza Księgarnia 2014

Skoczyło czterech i wszyscy wypłynęli, dylemat dalej poczwórny. Tymczasem zwycięzcą konkurencji okazał się ten jeden, który nie skoczył, albowiem Agatka wybrała suchego, a nie desperatów skąpanych od stóp do głów;) Ku zaskoczeniu wybranka zapewne, który jako jedyny poszedł po rozum do głowy i odpuścił. Albo stchórzył wobec wizji szalonego teścia. Anusi bardzo spodobała się rola Agatki, zamiast usypiać raźno poderwała się z łóżka i zarządziła odegranie scenki ze skakaniem do wody... Ja byłam narratorem i całą resztą, ona czekała tylko na kwestię "wybieram tego, a nie tych mokrych głuptasów!". Cóż, nie lubi wilgoci, a ostatnio nawet lamentuje pod prysznicem, że już nie wspomnę co się działo, jak musiałam jej opłukać przetarte kolano. Chyba cała dzielnica słyszała.

Pięknego dnia życzę wszystkim Mamom, z moją na czele :)
Oraz wszystkim Tatom, bo bez Was nie byłoby nas!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …