Przejdź do głównej zawartości

Dzień moich maluchów i przepis na uzależniające ciasteczka czekoladowe

Uwielbiam ten moment, kiedy w moją dłoń wsuwa się pulchna dziecięca łapka. Choćbym myślała o czymś innym, świadomość zawsze rejestruje tę chwilę, tak jakby w czasie zetknięcia naszych rąk przeskakiwała niewidoczna iskierka miłości:) Rączki Brozia są jeszcze mięciutkie, ciepłe, na ogół brudne i ciągną w inna stronę ;) Pięcioletnie dłonie Ani już wysmuklały, choć nadal są przecież małe... Zdarza się, że kiedy maluję sobie paznokcie, przybiega i też prosi. Właśnie zdałam sobie sprawę, że przez cały tydzień chodziła do przedszkola z różowymi;)

Kolekcjonuje wszystkie buziaki i tulasy, każdy przejaw czułości, zaufania, tęsknoty, nawet strachu czy bólu, kiedy niezbędna jest mama... Choćby tata był w pobliżu, choćby ręce zajęte zakupami, choćby piętrzyły się inne pilne sprawy. Wiem, że ten etap się wkrótce skończy, szybciej niż się wydaje i będzie mi naszej bliskości brakowało, choć czasem od nadmiaru jednak głowa boli. A mówią, że nie;)

To właśnie dały mi dzieci-poczucie, że jestem komuś niezbędnie potrzebna, nierozerwalnie z kimś związana i tak bardzo  za kogoś odpowiedzialna. Zmieniły wszystko i choć czasem użalam się nad swoją nieudolnością, dziękuję Bogu, że tak mi zaufał i dał je pod opiekę...

Poza tym to dzieci są gwarantem mojej dobrej formy. Chyba tylko w zawodzie listonosza miałabym tyle ruchu na świeżym powietrzu i darmową siłownię. Staram się być za to wdzięczna, kiedy kolejny raz przemierzam schody po zapomnianą czapkę czy wydeptuję trasy znane do znudzenia.

Dzień matki, dzień dziecka, dzień ojca... Nikt z nas nie mógłby świętować, gdyby nie było pozostałych. Dlatego celebrujemy wszystkie nasze mniejsze i większe rocznice oraz wszystko,  co kalendarz podpowiada. Życie po prostu :-)

A ciasteczka robi się tak: zagniatamy pół kostki masła, pół szklanki cukru, 1 jajko, 2 szklanki mąki i pół łyżeczki proszku do pieczenia z rozpuszczoną tabliczką gorzkiej czekolady. Wałkujemy na pół centymetra i wycinamy serduszka. Pieczemy 20 minut w 120st. Zapach jest obłędny...

Przepis pochodzi z książki Małgorzaty Musierowicz, zdaje się, że są to tytułowe całuski pani Darling, ale mam go w swoim notesiku od czasów licealnych i już nie pamiętam... Na pierwsze nasze walentynki podarowałam puszkę tych ciasteczek Ł i stało się rodzinną tradycją wypiekanie ich na szczególnie romantyczne okazje:-)

Komentarze

Agnieszka pisze…
Pięknie napisane. A te ciastka hmmm... jak ja sobie poradzę jak się od nich uzależnię? ;)
Marta pisze…
Po prostu trzeba jesc i jesc az sie skończą, w kilka osób następuje to bardzo szybko, a potem nie piec kolejnej porcji przez jakiś czas:)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…