Przejdź do głównej zawartości

Lekcje do odrobienia

Jeden z pierwszych postów w Marteczniku został zainspirowany postacią pewnej Włoszki, niesamowicie pięknej, dzielnej młodej mamy. Historia jej życia bardzo mnie wtedy poruszyła i nadal robi wrażenie, zwłaszcza po informacji o rozpoczęciu 13 czerwca br. procesu beatyfikacyjnego Chiary Corbelli Petrillo, dokładnie 5 lat po śmierci. Na portalu Aleteia pojawiły się ostatnio dwa artykuły na jej temat. Utkwiło mi w pamięci zwłaszcza jedno zdanie, które powiedział w wywiadzie Enrico, mąż: Wcale nie była odważna. Kiedy chodziła do szkoły, nigdy nie zgłaszała się na ochotnika. (...) To nie była przebojowa kobieta, która bierze się za bary ze światem. Nie, ona miała wiarę. Wiara i odwaga to dwie różne rzeczy. Przeciwieństwem strachu nie jest odwaga, lecz wiara. W wierze siłę daje ci Ktoś Inny. Odwaga oznacza, że próbujesz sobie radzić sam. Ona była silna siłą Kogoś Innego.

Do synka napisała : Cokolwiek w życiu będziesz robił, będzie to miało sens, o ile będziesz to robił dla życia wiecznego. Jeśli będziesz prawdziwie kochał, w końcu spostrzeżesz, że nic tak naprawdę nie należy do Ciebie, wszystko jest darem. Jesteś wyjątkowy, masz wyjątkową misję do spełnienia. Pan chciał Twojego istnienia od zawsze i pokaże Ci, jaką ścieżką masz iść, jeśli otworzysz przed Nim serce. Zaufaj Mu – warto!

Dziennikarka Aletei wspomina swoje zetknięcie z Chiarą i konferencje, które mocno zmieniały perspektywę patrzenia na swoje codzienne problemy. Na tę kobietę spadły przecież ciosy, które mogły znokautować niejednego siłacza duchowego. Ale nie ją. Wiara zahartowana w ogniu...

Podobnie jak w przypadku innej młodej mamy, którą poznałam wirtualnie dzięki chustoforum, a potem stronie Kasi na fb. Po urodzeniu drugiego synka dowiedziała się, że ma raka piersi. Ponieważ nie mogła w związku z tym karmić, inne mamy z wątku rówieśniczego zorganizowały się i regularnie oddawały swoje mleko, a te które nie były z Warszawy żałowały, że nie mogą! Ktoś pomyśli, że chłopczyk mógł spokojnie w tej sytuacji być karmiony sztuczną mieszanką, taki los. Ale niesamowite jest, że nie musiał, bo jego mama pragnęła dla niego tego, co najlepsze i nawet to mleko wymodliła, choć nie swoje... Nie wiem, czy znacie inny taki przypadek?? :-) Kasia bez skrępowania dawała świadectwo głębokiej wiary, cudów, które działy się w jej życiu dzięki uwielbieniu, dzięki nowennom pompejańskim, pięknie pisała o małżeństwie. Myślę, że dla wielu mam z forum, także tych niewierzących, poszukujących, był to odblask innego świata, ogromna łaska.

Zdjęcie pochodzi z publicznego profilu Kasia i rak, gdzie nadal wspomnienia i teksty publikuje jej mąż, dzieląc się swoją drogą wiary, dlatego pozwoliłam sobie zapisać jej wizerunek  i tutaj na pamiątkę.

Tydzień temu, w samą rocznicę ślubu, facebook przypomniał mi niespodzianie jeden z ostatnich wpisów Kasi sprzed roku,  odeszła kilka miesięcy później, w październiku. Poruszona udostępniałam te słowa, wróciły do mnie jak bumerang teraz, kiedy o tym przesłaniu zapomniałam, w momencie, kiedy ugrzęzłam w błotnistej kałuży swojej melancholii, rozdmuchanych "problemów", jakichś iluzji, która sama sobie tworzę i pielęgnuję... A Kasia pisała tak: 

Kochani, chciałabym o czymś ważnym. W momencie kiedy dostaje się taka diagnozę jak ja ( a dodatkowo ta przerzutową) i kiedy nic nie działa, człowiek zdaje sobie sprawę jak ogromnie dużo ma i jak strasznie tego nie docenia. Ja ciągle chciałam więcej, prawie nic nie było wystarczająco dobre, ciągle tylko pęd, plany, chcenie, niezadowolenie. A przecież Bóg daje nam tak wiele każdego dnia. Już samo to ze budzę się rano i jestem z moja rodzina jest ogromnie wielkim cudem. To ze dane jest mi z nimi spędzić kolejny dzień to wspaniały dar. Naprawdę. To nie jest slogan. Tak jest.
Także proszę Was, podziękujcie Bogu za to, ze nie musicie się bać o to czy się jutro obudzicie, ze swobodnie myślicie o wakacjach czy Świętach Bożego Narodzenia czy o tym czy za rok dziecko pójdzie do zerówki czy pierwszej klasy. Przytulcie proszę swoje dzieci i podziękujcie za nie, za to ze im możecie towarzyszyć. Jeśli nie macie dzieci, podziękujcie za mężów zony braci siostry rodziców czy przyjaciół. Za to ze nic nie boli. Za to ze nie trzeba podejmować decyzji które mogą skutkować życiem lub śmiercią.
I jeszcze jedno - bo spotykam się z tym nawet u ludzi z diagnoza - proszę, nie przywiązujcie aż takiej wagi do rzeczy mało ważnych. To nic, ze wyjdą włosy, ważne ze leczenie działa. Oddam wszystkie swoje włosy za działająca chemie. Wypadanie włosów nie ma żadnego znaczenia. Tak samo jak to ze ktoś nie ma idealnej sylwetki. Bóg stworzył Cie na Swój obraz i podobieństwo, jesteś piękny. A to ze odstajesz od lansowanych kanonów to co? Tyle teraz reklam i marketingu wciskającego ludziom ze cellulit i łupież to koniec świata. To nie ma żadnego znaczenia.
Podziękujmy Bogu za to co mamy, mamy ogromnie dużo. Ja także, jutro mam szanse przytulic dzieci i męża. Nie mogę dzieci nosić, chustować, karmić swoja piersią. Ale Bóg daje mi ogromna Łaskę bycia przy nich choć ten jeden dzień więcej. I Chwała Mu za to.

Chwała też za to, że spotykam na swojej drodze takie właśnie drogowskazy, kobiety piękne, delikatne, kruche, a jednocześnie dzielne i bezgranicznie kochające, bezkompromisowe w wierze i zaufaniu. Chciałabym jednak te korepetycje u nich pobierać bez konieczności stawania w sytuacjach granicznych, bez prób ponad siły. Pamiętaj o tym, Panie Boże :-)

Komentarze

Joanna pisze…
Bardzo dziękuję za ten post. Dla mnie na czasie - tata po zawale, teść z nowotworem. Myślęo kruchości życia i otym, ile tracę go na niezadowolenie, na sprawy błahe... Rzecywiście - przytulić dziecko, ucieszyć się mężem, odpuścić zabieganie, sprzątanie, etc etc. Być. Kochać. Cieszyć się Kim i tym, kogo i co się "ma"...
Dobranoc

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…