Przejdź do głównej zawartości

Lura i śliwki


Lura, czyli Maria de Lurdes Pina Assunção - wokalistka z Wysp Zielonego Przylądka. Ostatnio koncertowała w Polsce. Ponieważ w drodze z urlopu słuchaliśmy trójkowej Sjesty, dobrze zapamiętałam ten pseudonim:-) Tak jak w tamtą niedzielę poprawiała nam humor w strumieniu wody z nieba i spod kół mijanych ciężarówek, tak teraz rozwesela mi jesień. Dzięki Kydryńskiemu poznałam w ogóle taki termin, jak "muzyka luzofońska":) I bardzo mi ten nurt pasuje, kiedy za oknem mało słońca... 

Jesień kojarzy mi się z dynią, miodem, kasztanami, wrzosem, szelestem liści. Z deszczem też - kupiłam parasol w kolorowe groszki. I chłodem - w szafie rewolucja. Jako remedium na ponure jesienne wieczory, zainaugurowaliśmy wieczory z Netflixem i zgłębiamy kolejne sezony Wikingów. A od grudnia ma powrócić mój ulubiony serial - The Crown :-) Dla dzieci odkryłam kopalnię świetnych bajek, więc nie mam pewności, czy zrezygnuję z tego portalu po darmowym  miesiącu próbnym;-)

A tytułowe śliwki? Chciałam zrobić konfitury, tak zwyczajnie. Jesiennie. Nawet pieczołowicie uzbierane słoiki trzymam od roku w szafce z garnkami, gdzie mi trochę zawadzają. A owoce jak na złość drogie, twarde, kwaśne. Cztery razy piekłam we wrześniu skubaniec ze śliwkami. Za każdym razem coś było nie tak. Modyfikacje na nic się zdały, bo kiedy już myślałam, że wyszedł śliwkowy ideał i wrzucę przepis na bloga, okazał się tak kwaśny po upieczeniu, że wykreśliłam to ciasto z naszego menu. Za duże ryzyko porażki.

Póki co, nie mogę nawet iść na ryneczek zainspirować się tym i owym, bo odgórnie zarządzona wymiana pionów kanalizacyjnych dotarła i w nasze progi. Łazienka po przejściu hydraulików przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Prace idą pomału i bez grama subtelności, gruzu za to na kilogramy. Chwilami miałam wrażenie, że sufit zwali mi się na głowę razem ze ścianami... Rozwalić łatwo, naprawić trudniej. Jak to w życiu. Na razie trwam uziemiona na posterunku, doglądając skromnego dobytku ;p 

Przy okazji narzuca mi się skojarzenie z niedawnym felietonem Szymona Hołowni w Tygodniku Powszechnym o problemie, jakim w wielu krajach rozwijających się (i nie tylko) jest ... dostęp do toalety. W wielu regionach świata ich po prostu nie ma wcale, ale i u nas potrzeby fizjologiczne są na ogół spychane do podziemi. Ręka w górę, kto na długim spacerze z dziećmi czy w trakcie zwiedzania turystycznych metropolii nigdy nie rozglądał się za toaletą, nie dopytywał o klucz na stacji benzynowej czy nie uiszczał wyznaczonej opłaty, gdyż akurat nie był klientem danego lokalu... Ja ostatnio kupiłam krokiety w pierogarni, żeby tylko mieć pretekst do skorzystania z wc, a w przychodni zastanawiałam się, czy nie zarejestrować się pro forma do lekarza. Głupio mi było wejść tak po prostu tylko do łazienki :)))

"Pamiętam, z jakim poznawczym wstrząsem wiązało się u mnie skonstatowanie, że podstawowym problemem większość europejskich bezdomnych nie jest dziś wcale dostęp do żywności, lecz właśnie do sanitariatu czy prysznica. Znajomy zajmujący się tematem zaapelował kiedyś do burmistrza swojego miasta, by wraz z nim wykonał prosty eksperyment: oto obaj zaplombują łazienki w swoich domach i biurach i zobaczą, co się stanie po paru godzinach."

No to zobaczyłam ... I bardzo doceniam, że łazienkę mam "zaplombowaną" tylko do 15. I tylko przez kilka dni. Ciasna, ale własna :-) Z ciepłą wodą i wszystkim, co potrzeba. Fajnie przestawić sobie perspektywę postrzegania swojej sytuacji materialnej, nawet w takich drobiazgach.

A zamiast placka ze śliwkami polecam czekoladowe brownies na majonezie. W czasach, kiedy masło podrożało o 100% uważam to za bardzo sprytne posunięcie ;-) Cukru wprawdzie w przepisie jest moim zdaniem za dużo, ale co kto lubi. Można dać mniej. Czekolada to też bardzo jesienny smak :-)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…