Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2017

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …

Pohyggujemy trochę?

Podobno hyggują wszyscy, którzy akurat z hygge się nie śmieją. A ja mam problem, bo idea jest mi szalenie bliska. Ale nie mam zielonego pojęcia, jak spolszczyć ten termin... Zazdroszczę Duńczykom, że mają słowo - klucz, którym mogą tyle wyrazić i które zawiera ich skondensowaną receptę na szczęście. Chociaż ich język "dla cudzoziemca brzmi tak, jakby ktoś mówił po niemiecku z gorącym ziemniakiem w ustach". Inni porównują duński z kaszlem chorej foki, czego nie jestem w stanie zweryfikować :-) Jako żywo z fokami (i to przeziębionymi) niewiele mamy w Polsce do czynienia. Ale skoro tak twierdzi Meik Viking, dyrektor instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze :-) I autor książki, którą ostatnio w końcu przeczytałam, bo pojawiła się w bibliotece.

Przyznaję, że miałam na nią chrapkę w zeszłym roku, gdyż jest bardziej treściwa od pozycji, którą ostatecznie wybrałam, ale małe literki i format przegrały ostatecznie z pięknymi zdjęciami ;-) Ostatnio natomiast natknęłam się w Empiku…

Dwa filmy na jesienne wieczory

Komedia i dramat, co komu akurat potrzeba :-) Takie, co to na wesoło bawisz się do łez, lekko i przyjemnie, ale z klasą, na smutno zaś nie nadążasz z emocjami do ostatniej minuty, przy czym zakończenie zostawia cię ze znakiem zapytania... Akurat ja należę do osób, które lubią, kiedy opowieść kończy się dobrze. Jak się kończy źle, to Ł. się śmieje z mojej naburmuszonej reakcji, ale jak to, ale czemu. Natomiast kiedy nie wiadomo jak się właściwie skończyło, to już dramat ;-) Takich filmów nie potrafię zapomnieć. Może znacie to uczucie, że już wiecie, kto jest dobry, kto zły, kto winny, kto niewinny, a tu bach - nowy szczegół wywraca ci to wszystko do góry do nogami. Taki właśnie jest Fahradi. Jego filmów nie ogląda się dla relaksu. Natomiast napad na bank w wykonaniu trzech starszych panów - jak najbardziej :-)
W starym, dobrym stylu


Przeszłość