Przejdź do głównej zawartości

Matka w sieci


Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:

Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.

A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ... Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.  

Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?

Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjonalnie do czasu ekranowego. Korzystać z dostępnych narzędzi, ale nie ulec pokusie "bycia na bieżąco" z dyskusją w wątku... 

Próbowałam sięgnąć pamięcią do czasów sprzed smartfona. U mnie to raptem trzy lata? A jednak aż trzy - połowa mojej macierzyńskiej drogi... Przemierzam ją na ogół z telefonem pod ręką. Wcześniej? Trzeba było zadać sobie więcej trudu, włączając komputer ;) Byłam wolna i uważna przynajmniej na spacerach... Bo w domu z dziećmi/rodziną rywalizują w dodatku "obowiązki" więc i tak czas się zagęszcza.

Chciałabym, żeby układ nitek na tym obrazku powyżej za jakiś czas był u mnie odwrotny.


Taki tekst jedna z mam wrzuciła na nasza grupę na fb, kopiuję w całości, robiąc rachunek sumienia:

"Zamiast martwić się o dzieci zapatrzone w tablety, powinniśmy się zacząć martwić o zapatrzonych w ekrany rodziców, których zaangażowanie w rozwój dzieci jest coraz mniejsze i gorszej jakości. Rodzice, nawet ci będący nieustannie obecni w życiu dzieci, są coraz mniej obecni emocjonalnie. Jest sporo dyskusji na temat czasu spędzonego przed ekranem przez dzieci, a zaskakująco mało uwagi poświęca się ilości czasu ekranowego spędzonego przez samych rodziców, cierpiących z powodu tego, co specjalistka technologii Linda Stone ponad 20 lat temu nazywała "permanentnie rozdzieloną uwagą".

Okazjonalna nieuwaga rodziców nie prowadzi do katastrofy (i może nawet budować odporność), ale przewlekła dekoncentracja to poważny problem, bo bycie notorycznie wpatrzonym w smartfona jest po prostu oznaką uzależnienia.

Odłączony od ekranu, czyli źródła uzależnienia dorosły, staje się drażliwy, i nie tylko przeoczają emocjonalne sygnały od dziecka, ale nawet błędnie je odczytują. Taki rodzic jest bardziej skłonny gniewać się na dziecko, zakładając, że dziecko nim manipuluje, podczas gdy dziecko szuka tylko u rodzica uwagi. Krótkie, celowe rozdzielenie dziecka z rodzicem może być oczywiście nieszkodliwe, a nawet zdrowe, zarówno dla jednych, jak i drugich (zwłaszcza gdy dzieci stają się starsze i wymagają większej niezależności).

Ale ten rodzaj separacji różni się od nieuwagi, która pojawia się, gdy rodzic jest z dzieckiem, ale poprzez ciągły brak zaangażowania, komunikuje dziecku, że jest mniej wartościowe niż wymagający odpisania e-mail.

Oczywiście, dorośli także cierpią również z powodu takiej sytuacji. Wiele z nich zbudowało swoje codzienne życie wokół nędznego założenia, że zawsze mogą być on-line, zawsze dostępni jako rodzic, zawsze dostępni dla współmałżonka i swoich rodziców oraz wszystkich innych, którzy mogą ich potrzebować, jednocześnie pozostając on-line, pamiętając także, aby podczas spaceru do samochodu, zamówić więcej papieru do drukarki na Allegro.

Jeśli uda nam się zrozumieć istotę obecnej "technoferencji", jak to określili niektórzy psycholodzy, okaże się, że możemy zrobić znacznie więcej dla naszych dzieci, po prostu robiąc mniej - niezależnie od jakości ich edukacji i zupełnie niezależnie od liczby godzin, które im poświęcamy. Rodzice powinni dać sobie pozwolenie uwolnienie się duszącej presji, aby być wszystkim dla wszystkich ludzi. " The Atlantic


źródło: https://www.theatlantic.com/magazine/archive/2018/07/the-dangers-of-distracted-parenting/561752/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…